Polatane na Romet ADV 400…. całkiem fajne funduro :) 2


Więc tak, nie dużo to nie dużo ale polatane i mogę coś więcej o nowej adefałce powiedzieć.

Jakiś czas temu nagrywałem już filmik od ADV400, W pierwszym filmie o nim stwierdziłem że zasadniczo nie jest to jakaś wielka ewolucja w stosunku do poprzedniej ADV250, moc, osiągi, waga, wszystko bardzo podobne, a główna różnica to zalecany wzrost kierowcy.

Teraz widzę to trochę inaczej, i już wyjaśniam o co mi chodzi.
ADV 250 i 400 jak sama nazwa wskazuje advenczery, czyli teoretycznie maszyny do łykania kilometrów, głównie po utwardzonych drogach z opcją zapuszczenia się w lekki teren…
śmiało mogę powiedzieć że ADV250 w pełni zasługuje na takie miano, i mimo małej pojemności sprawdza się w takiej roli ( chyba że potrzebujecie zapindalacza autostradowego, to maszyna nie dla was ) W standardzie są kufry, wygodna kanapa, zarówno dla kierowcy i pasażera, jest też kawałek szybki i obudów choć trochę chroniących od wiatru… do tego całkiem żwawy silniczek, pozwalający na ekonomiczną jazdę z prędkościami przelotowymi na poziomie 110-120km/h. Jak na turystyka dla początkujących jest bardzo spoko.
W przypadku 400, Romet przedstawia go jako ADV, ale weźmy to jako tylko nazwę tej serii motocykli, bo z typowym advenczerem niewiele jest cech wspólnych….a przynajmniej w moim rozumowaniu.

Po pierwsze, rzućmy okiem z czego ten motocykl został skopiowany. Jak wskazuje naklejka na karterze silnika,  Honda XR, czyli mamy bazę w postaci typowego enduraka 🙂
Poza wierną kopią silnika starego japońca, mamy tu koła w rozmiarze typowym dla motocykli dual sport lub właśnie enduro. To daje pole do popisu przy wyborze konkretnych opon, nawet jakiś hardcorowych kostek. Te opony które dostajemy w standardzie to bardziej uniwersalne laczki, marki Kenda, i co mogę powiedzieć o nich… że są super 🙂 nie wiem jak po deszczu, ale na asfalcie i piachu dużo bardziej przewidywalne od cst które mam w 250tce. Niewiele czasu potrzebowałem by odważyć się na zamiatanie tylnym kołem w zakrętach… choć to też zaleta zawieszenia i ogólnie wysokości motocykla.

No właśnie ta wysokość. Jest wysoko, co bezpośrednio przekłada się na spory skok zawieszenia, i maszyna lepiej odnajdzie się np. w takim terenie…
Ale co z wygodą jazdy, otóż mi dwu metrowcowi wysokość motnga bardzo odpowiada siedząc na nim z nogami na ziemi, gorzej stawiając nogi na podnóżki, bo te znajdują się w małej odległości od fotela, to powoduje mocne ugięcie kolan i finalnie pozycja wcale nie jest lepsza niż na 250tce. Rozwiązaniem jest usiąść trochę dalej na kanapie, a ta jest prosta i dość wąska, co jest kolejnym nawiązaniem do enduro, i ukłonem do podróżowania głównie w terenie i w pozycji stojącej 🙂

Silnik… niby to samo co ADV250, ale jednak moc nieznaczenie wyższa, moment też, natomiast sposób oddawania mocy jest taki, jak by się po starym singlu można było spodziewać. Ryczy, wibruje ale jest moc, już od najniższych, do połowy zakresu obrotów. Dzięki temu ostre podjazdy nie są mu straszne, łatwo też kontrolować poślizg tylnego koła na luźnych nawierzchniach, i to jest bardzo fajne, ale druga strona medalu, wysokie partie obrotowe to już męczarnia, no i ta prędkość maksymalna. Katalog podaje 115km/h i szczerze wątpię by motocyklem pojechać znacznie szybciej. Na tak świeżym motocyklu nie chciałem pałować na maxa, ale po obrotach stówka zdaje się być optymalna. Oczywiście licznik wskaże więcej prędkości, nie zmierzyłem dokładnie, ale powiem tak, przekłamanie licznikowe to już chyba standard w serii ADV :/
aha jeszcze w kwestii silnika, opisując 250 mówiłem że pracuje trochę jak stary diesel mercedesa… do pracy 400 na jałowym zdecydowanie nie mogę się przyczepić, kulturka pełną gębą 😀

Podsumowując, moim zdaniem ADV400 fajna maszyna, ale do specyficznych zastosowań. Nie jest to advenczer, nie jest to typowe enduro, najlepiej pasuje tu orkeślenie dualsport. Dobre możliwośći terenowe, mocny silnik opraty o znaną sprawdzoną japońską konstrukcję. Dla delikwenta chcącego załapać zajawkę na początki enduro, i latanie z terenu w teren, to będzie dobra maszyna. Nadwozie na tyle wygodne by w trasie różwnież się sprawdzić, ale prędkości torchę zabraknie…. ale to moje zdanie i odczucia, przyznam że spaczone przez inne maszyny którymi jeżdzę 🙂

I teraz jeszcze pozwólcie na kilka plusów i minusów o których wcześniej nie wspomniałem:

Podoba mi się licznik i kilka w nim bajerów:
Dźwięk wydechu, rewelacja, i w sumie całkiem ładnie to wygląda 🙂

Minusy
– zdecydowanie ABS, któego w łątwy sposób nie da rady wyłączyć, co w połąćzeniu z przeznaczeniem o którym mówię, trochę się kłuci. System jest bardzo ambitny i przydatna w terenie możliwość zblokowania tylnego koła tu jest mocno ograniczona.
– ergonomia przycisków na kierownicy i ten nieszczęsny przełącznik kierunkowskazów.

Dajcie znać co sądzicie o nowej ADV-ce iii…. do następnego ! trzymajcie się, cześć.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Polatane na Romet ADV 400…. całkiem fajne funduro :)